EB 2017: Disintegration

„Songs about happiness murmured in dreams
When we both of us knew how the end always is”
– „Disintegration”, The Cure

Niech mi Robert Smith wybaczy, że akurat cytatem z utworu tytułowego z jednej z ważniejszych stworzonych przez niego płyt zaczynam tekst podsumowujący sytuację polskiej koszykówki po przedwcześnie zakończonym dla naszej kadry Eurobaskecie. Ale tak jak on czuł się w 1988 roku, pisząc te słowa, tak ja czuję się od pewnego niedzielnego wieczoru, gdy polska kadra weszła na szczyt równi pochyłej, która skończyła się na 5. miejscu w grupie. Rozbity na części pierwsze z myślą, że tak musiało być.

Kilkanaście godzin temu skończyła się nasza przygoda z Eurobasketem. W sieci zdążyło się już pojawić kilka dobrych tekstów – można więc poczytać, co się stało Polskikosz.pl Sport.pl PrzeglądSportowy.pl. Warto też zapoznać się wypowiedzią Przemka Kujawińskiego na Twitterze.

Ja chciałem tylko o jednym. Już w trakcie spadania po równi pochyłej, z której nie daliśmy radę uciec, pojawiały się głosy, że nie mamy na co narzekać, bo polska koszykówka po prostu jest w takim miejscu, w jakim jest, i gramy na miarę możliwości.

W takim razie na miarę naszych możliwości jest:

  • oddana końcówka w meczu z Finlandią (kilka strat, które w serii dały wrócić do meczu rywalom)
  • oddana inicjatywa w IV kwarcie meczu z Francją (który dzięki słabej postawie rywali i naszej niezłej grze mogliśmy rozstrzygnąć dużo wcześniej)
  • przegrany mecz o wszystko, na który ponoć czekaliśmy od Finlandii

Spójrzcie na nasz skład. OK, nie mamy tam gości z NBA. Ale nie jest chyba aż tak źle, żebyśmy trzy razy z rzędu nie byli w stanie podnieść z parkietu zwycięstwa, które było w naszym zasięgu? Trzy razy.

O ile rozumiem, że ciężko nam czasami przełknąć, że jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, to nie rozumiem, dlaczego mamy się na to godzić?

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że będziemy trwać w tym miejscu. Mike Taylor dalej będzie próbował realizować swoją wizję, bo dostał gotowy kontrakt przed mistrzostwami – żadne rozliczenie jego pracy nie ma w tym momencie nawet sensu. Obawiam się, że napływ młodych zawodników do kadry będzie minimalny. Odstrzelenie Daniela Szymkiewicza – niezależnie od powodów – jest tu najlepszym symbolem.

Ale jeśli się z tym pogodzimy, to po każdym turnieju będziemy mogli sobie zaśpiewać, że wiedzieliśmy, jak to się skończy.

How the end always is…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *